sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 4


- Do mojego gabinetu. Natychmiast! – powiedziała surowym głosem McGonagall.

Cała ósemka ruszyła za nauczycielką. Wiedzieli, że konsekwencje ich wybryku będą co najmniej tragiczne. Po chwili byli już na miejscu. Weszli do gabinetu i zajęli wskazane miejsca. Nauczycielka zabrała głos.

- Jak mógł przyjść wam do głowy taki głupi numer? Złamaliście kilka punktów szkolnego regulaminu. Ucieczka ze szkoły, nie pojawienie się na lekcjach, włóczenie się w nocy po błoniach. Nie spodziewałam się tego po was, a szczególnie po pani, panno Granger.

- Ja obiecuje, że to się więcej nie powtórzy – powiedziała Hermiona ze skruchą. Chciała jakoś załagodzić sytuację.

- Mam nadzieję. Jednak to nie zmienia faktu, iż pani i pan Draco jesteście prefektami naczelnymi, więc wasze zachowanie powinno być wzorowe. Konsekwencje nie ominą całej ósemki. Do końca tygodnia macie u mnie szlaban. Proszę przyjść do mojego gabinetu o 18.00.  A prefekci – powiedziała zwracając się bezpośrednio do Draco i Hermiony – zamiast jednego patrolu w tygodniu, do końca miesiąca będą mieli dwa.

- Dobrze pani profesor – odpowiedzieli chórem.

- Jeśli nie macie żadnych pytań to możecie już iść – powiedziała dyrektorka.

Pokręcili przecząco głowami i wyszli z gabinetu McGonagall.

- Jednak ta impreza to był zły pomysł – powiedział Diabeł.

- Przypominam ci, że to był właśnie twój pomysł – stwierdził dobitnie Draco.

Już nikt się nie odezwał. Wszyscy byli załamani. Tygodniowy szlaban u McGonagall nie wróżył nic dobrego. Gdy znaleźli się na piątym piętrze przyjaciele pożegnali się. Draco i Herm weszli do salonu, a reszta ich przyjaciół ruszyła do swoich dormitoriów.

- Mimo wszystko impreza była zajebista – stwierdził Smok.

- Muszę ci przyznać rację – odpowiedziała szatynka z delikatnym uśmiechem.

Oboje usiedli na kanapie i wpatrywali się w płomienie tańczące w kominku. Hermiona zaczęła rozmyślać o tym, co działo się od wojny. Wiedziała, że bardzo się zmieniła. Dzięki kilku wymyślonym prze siebie zaklęciom poprawiła jakość swoich włosów i swój wygląd. Osobowością też mniej przypominała Hermionę sprzed wojny. Nie wiedziała, co przyniesie jej przyjaźń ze Ślizgonami. Okazało się, że po  bliższym poznaniu uczniowie domu węża są naprawdę mili. Nigdy nie przypuszczała, że kiedyś będzie z nimi normalnie rozmawiała. Jednak najgorsza była świadomość, że Voldemort nadal gdzieś tam jest. Może nawet obok nich. Od tych rozmyślań zaczęła się robić senna. Po chwili odpłynęła do krainy Morfeusza. Draco postanowił pójść już do pokoju.

- Granger, chodźmy już do pokojów – powiedział do Gryfonki.

Odpowiedziała mu jedynie cisza. Spojrzał na dziewczynę. Spała. Nie chciał jej budzić. Wyglądała tak niewinnie. Nakrył ją kocem leżącym na fotelu i poszedł do pokoju. Wziął szybki prysznic i usnął równie szybko jak szatynka.

Następnego dnia Miona obudziła się około godzinę przed śniadaniem. Zobaczyła, że coś tu jest nie tak. Rozejrzała się wokoło. Nie była w swojej sypialni tylko w salonie. Z początku wydało się jej to dziwne, ale uświadomiła sobie, że zapewne tu usnęła. Postanowiła wstać i wyszykować się na lekcje. Weszła do swojego pokoju i chwilę pogrzebała w szafie. Wyciągnęła z niej ubrania i poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, rozczesała włosy, zrobiła delikatny makijaż i włożyła przygotowane ubrania. Wyszła gotowa z łazienki i spojrzała na plan lekcji.

 
1. Transmutacja.

2. Zielarstwo.

3. Zaklęcia.

4. Obrona przed magicznymi stworzeniami.

5. Latanie.


- Nie jest tak źle – mruknęła pod nosem.

Zdziwiła się widząc, że mają lekcje latania. Postanowiła przezwyciężyć swoją słabość i nauczyć się dobrze latać. Gdy spakowała już potrzebne książki wyszła z pokoju. W salonie nie zobaczyła Malfoy’a. Pomyślała, że poszedł już na śniadanie. Spojrzała na zegarek. Do śniadania zostało jej 5 minut. Postanowiła już iść. W połowie drogi wpadła na Harry’ego i Ginny.

-  Cześć – przywitała się Miona.

- Hej – odpowiedzieli jej przyjaciele chórem.

- Widzieliście że mamy latanie? – zapytała Herm.

- Tak. To trochę dziwne. Latanie było tylko w pierwszej klasie – stwierdził Harry.

- Ja się cieszę. Chciałabym nauczyć się lepiej latać – powiedziała Miona.

- Ale ty się boisz latać – przypomniała sobie Ginny.

- Postanowiłam przezwyciężyć tą słabość.

Nawet nie spostrzegli, kiedy znaleźli się już w Wielkiej Sali. Tam zobaczyli Blaise’a i Pansy.

- Cześć. Mionka, gdzie zgubiłaś Smoka? – zapytała Pansy.

- To nie ma go tutaj? – zaciekawiła się Herm.

- Gdyby był to nie pytałabym gdzie go zgubiłaś – odpowiedziała z uśmiechem Pan.

- W takim razie on musi jeszcze spać – powiedziała szatynka, a przyjaciele wybuchli śmiechem, zwracając na siebie uwagę całej Wielkiej Sali.

- Zjem coś szybko i pójdę go obudzić – powiedziała w pośpiechu.

Herm szybko usiadła przy stole Gryfonów i zjadła trochę jajecznicy. Do lekcji zostało 15 min więc szybko ruszyła do pokoju prefektów. Bez pukania weszła do pokoju Smoka. Ten nadal spał.

- Malfoy !!! – krzyknęła chcąc go obudzić.

Blondyn słysząc krzyk poderwał się z miejsca. Zobaczył stojącą w drzwiach Granger.

- Co, o co chodzi …. Czemu krzyczysz? – bełkotał nie wiedząc co się dzieje.

- Za 10 minut zaczynają się lekcje, śpiochu.

- Nie mogłaś mnie wcześniej obudzić?

- Myślałam że jesteś już w Wielkiej Sali. Wstawaj już bo się spóźnisz.

- Ok.

Ślizgon wstał z łóżka i poszedł do łazienki. Wyszykowanie się nie zajęło mu dużo czasu.

- Możemy już iść -  powiedział ślizgon.

Przyjaciele ruszyli do Sali transmutacji. Lekcje minęły im dość szybko. Wszyscy nauczyciele mówili im, że w tym roku są OWUTEMY i muszą szczególnie przyłożyć się do nauki. Teraz zmierzali na ostatnią lekcję tego dnia – latanie. Mieli je ze Ślizgonami.

- Dzień dobry uczniowie. Witam na pierwszej lekcji latania w tym roku. Zdziwiło was zapewne, iż siódmoklasiści będą mieć te lekcje. Pani dyrektor uznała, że latanie może się wam przydać. Informuje was również o jednej ważnej rzeczy. Zostanie utworzona damska drużyna Quiditcha.

Dookoła rozległy się podniecone szepty.

- Cisza! Chętne panie zapraszam na kwalifikacje do drużyny, które odbędą się za tydzień w poniedziałek. A teraz zaczynamy. Podstawy latania znacie z pierwszej klasy. Wsiądźcie na miotły i polećcie na wysokość dziesięciu stóp.
 
Wszyscy bez trudu wykonali polecenie.

- Bardzo dobrze. Teraz proszę polecieć na boisko do Quiditcha.

Trening przebiegał bardzo dobrze. Hermiona i Ginny postanowiły przyjść na kwalifikacje do drużyny. Szatynka teraz grała na pozycji szukającej. Świetnie współpracowała z rudą i Pansy. W tym momencie leciała do pętli z kaflem. Nie zauważyła lecącego w jej kierunku tłuczka. Piłka trafiła ją w głowę. Hermiona spadła z miotły z dużej wysokości i uderzyła w ziemię…
 
 
 
 
Hej.
Witam ponownie. Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Tablet mi się zepsuł i nie mogłam pisać. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba. Starałam się poprawiać błędy o których mi pisaliście. Proszę o pozostawienie po sobie komentarza. Następny rozdział pojawi się za około tydzień lub wcześniej.
 
Pozdrawiam ~ADramionka

3 komentarze:

  1. Musze przyznać, że zrobiłaś wielki postęp. Opowiadanie o wiele lepiej się czyta ;) Pracuj, a będzie coraz lepiej.
    www.crazy-in-love-dramione.blogspot.com
    Pozdrawiam #Hedwiga

    OdpowiedzUsuń
  2. Musze przyznać, że zrobiłaś wielki postęp. Opowiadanie o wiele lepiej się czyta ;) Pracuj, a będzie coraz lepiej.
    www.crazy-in-love-dramione.blogspot.com
    Pozdrawiam #Hedwiga

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, przeczytałam wszystkie rozdziały i na prawdęfajnie się czyta. :) trochę w oko kłuje obraz w tle, ale to tylko drobnostka. :)
    Pozdrawiam i życzę weny.
    Zapraszam do siebie
    http://dramione-niebezpieczna-milosc.blogspot.com/
    Natt. :* :)

    OdpowiedzUsuń