- Do mojego gabinetu. Natychmiast! – powiedziała surowym głosem
McGonagall.
Cała ósemka ruszyła za nauczycielką. Wiedzieli, że
konsekwencje ich wybryku będą co najmniej tragiczne. Po chwili byli już na miejscu.
Weszli do gabinetu i zajęli wskazane miejsca. Nauczycielka zabrała głos.
- Jak mógł przyjść wam do głowy taki głupi numer? Złamaliście
kilka punktów szkolnego regulaminu. Ucieczka ze szkoły, nie pojawienie się na
lekcjach, włóczenie się w nocy po błoniach. Nie spodziewałam się tego po was, a
szczególnie po pani, panno Granger.
- Ja obiecuje, że to się więcej nie powtórzy –
powiedziała Hermiona ze skruchą. Chciała jakoś załagodzić sytuację.
- Mam nadzieję. Jednak to nie zmienia faktu, iż pani i
pan Draco jesteście prefektami naczelnymi, więc wasze zachowanie powinno być
wzorowe. Konsekwencje nie ominą całej ósemki. Do końca tygodnia macie u mnie
szlaban. Proszę przyjść do mojego gabinetu o 18.00. A prefekci – powiedziała zwracając się
bezpośrednio do Draco i Hermiony – zamiast jednego patrolu w tygodniu, do końca
miesiąca będą mieli dwa.
- Dobrze pani profesor – odpowiedzieli chórem.
- Jeśli nie macie żadnych pytań to możecie już iść –
powiedziała dyrektorka.
Pokręcili przecząco głowami i wyszli z gabinetu
McGonagall.
- Jednak ta impreza to był zły pomysł – powiedział Diabeł.
- Przypominam ci, że to był właśnie twój pomysł –
stwierdził dobitnie Draco.
Już nikt się nie odezwał. Wszyscy byli załamani. Tygodniowy
szlaban u McGonagall nie wróżył nic dobrego. Gdy znaleźli się na piątym piętrze
przyjaciele pożegnali się. Draco i Herm weszli do salonu, a reszta ich
przyjaciół ruszyła do swoich dormitoriów.
- Mimo wszystko impreza była zajebista – stwierdził Smok.
- Muszę ci przyznać rację – odpowiedziała szatynka z
delikatnym uśmiechem.
Oboje usiedli na kanapie i wpatrywali się w płomienie
tańczące w kominku. Hermiona zaczęła rozmyślać o tym, co działo się od wojny. Wiedziała,
że bardzo się zmieniła. Dzięki kilku wymyślonym prze siebie zaklęciom poprawiła
jakość swoich włosów i swój wygląd. Osobowością też mniej przypominała Hermionę
sprzed wojny. Nie wiedziała, co przyniesie jej przyjaźń ze Ślizgonami. Okazało
się, że po bliższym poznaniu uczniowie domu
węża są naprawdę mili. Nigdy nie przypuszczała, że kiedyś będzie z nimi
normalnie rozmawiała. Jednak najgorsza była świadomość, że Voldemort nadal
gdzieś tam jest. Może nawet obok nich. Od tych rozmyślań zaczęła się robić
senna. Po chwili odpłynęła do krainy Morfeusza. Draco postanowił pójść już do
pokoju.
- Granger, chodźmy już do pokojów – powiedział do
Gryfonki.
Odpowiedziała mu jedynie cisza. Spojrzał na dziewczynę.
Spała. Nie chciał jej budzić. Wyglądała tak niewinnie. Nakrył ją kocem leżącym
na fotelu i poszedł do pokoju. Wziął szybki prysznic i usnął równie szybko jak
szatynka.
Następnego dnia Miona obudziła się około godzinę przed
śniadaniem. Zobaczyła, że coś tu jest nie tak. Rozejrzała się wokoło. Nie była
w swojej sypialni tylko w salonie. Z początku wydało się jej to dziwne, ale uświadomiła
sobie, że zapewne tu usnęła. Postanowiła wstać i wyszykować się na lekcje. Weszła
do swojego pokoju i chwilę pogrzebała w szafie. Wyciągnęła z niej ubrania i
poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, rozczesała włosy, zrobiła delikatny
makijaż i włożyła przygotowane ubrania. Wyszła gotowa z łazienki i spojrzała na
plan lekcji.
1. Transmutacja.
2. Zielarstwo.
3. Zaklęcia.
4. Obrona przed magicznymi stworzeniami.
5. Latanie.
- Nie jest tak źle – mruknęła pod nosem.
Zdziwiła się widząc, że mają lekcje latania. Postanowiła
przezwyciężyć swoją słabość i nauczyć się dobrze latać. Gdy spakowała już
potrzebne książki wyszła z pokoju. W salonie nie zobaczyła Malfoy’a. Pomyślała,
że poszedł już na śniadanie. Spojrzała na zegarek. Do śniadania zostało jej 5
minut. Postanowiła już iść. W połowie drogi wpadła na Harry’ego i Ginny.
- Cześć –
przywitała się Miona.
- Hej – odpowiedzieli jej przyjaciele chórem.
- Widzieliście że mamy latanie? – zapytała Herm.
- Tak. To trochę dziwne. Latanie było tylko w pierwszej
klasie – stwierdził Harry.
- Ja się cieszę. Chciałabym nauczyć się lepiej latać –
powiedziała Miona.
- Ale ty się boisz latać – przypomniała sobie Ginny.
- Postanowiłam przezwyciężyć tą słabość.
Nawet nie spostrzegli, kiedy znaleźli się już w Wielkiej
Sali. Tam zobaczyli Blaise’a i Pansy.
- Cześć. Mionka, gdzie zgubiłaś Smoka? – zapytała Pansy.
- To nie ma go tutaj? – zaciekawiła się Herm.
- Gdyby był to nie pytałabym gdzie go zgubiłaś –
odpowiedziała z uśmiechem Pan.
- W takim razie on musi jeszcze spać – powiedziała szatynka,
a przyjaciele wybuchli śmiechem, zwracając na siebie uwagę całej Wielkiej Sali.
- Zjem coś szybko i pójdę go obudzić – powiedziała w
pośpiechu.
Herm szybko usiadła przy stole Gryfonów i zjadła trochę
jajecznicy. Do lekcji zostało 15 min więc szybko ruszyła do pokoju prefektów. Bez
pukania weszła do pokoju Smoka. Ten nadal spał.
- Malfoy !!! – krzyknęła chcąc go obudzić.
Blondyn słysząc krzyk poderwał się z miejsca. Zobaczył stojącą
w drzwiach Granger.
- Co, o co chodzi …. Czemu krzyczysz? – bełkotał nie
wiedząc co się dzieje.
- Za 10 minut zaczynają się lekcje, śpiochu.
- Nie mogłaś mnie wcześniej obudzić?
- Myślałam że jesteś już w Wielkiej Sali. Wstawaj już bo
się spóźnisz.
- Ok.
Ślizgon wstał z łóżka i poszedł do łazienki. Wyszykowanie
się nie zajęło mu dużo czasu.
- Możemy już iść - powiedział ślizgon.
Przyjaciele ruszyli do Sali transmutacji. Lekcje minęły
im dość szybko. Wszyscy nauczyciele mówili im, że w tym roku są OWUTEMY i muszą
szczególnie przyłożyć się do nauki. Teraz zmierzali na ostatnią lekcję tego
dnia – latanie. Mieli je ze Ślizgonami.
- Dzień dobry uczniowie. Witam na pierwszej lekcji
latania w tym roku. Zdziwiło was zapewne, iż siódmoklasiści będą mieć te
lekcje. Pani dyrektor uznała, że latanie może się wam przydać. Informuje was
również o jednej ważnej rzeczy. Zostanie utworzona damska drużyna Quiditcha.
Dookoła rozległy się podniecone szepty.
- Cisza! Chętne panie zapraszam na kwalifikacje do
drużyny, które odbędą się za tydzień w poniedziałek. A teraz zaczynamy. Podstawy
latania znacie z pierwszej klasy. Wsiądźcie na miotły i polećcie na wysokość
dziesięciu stóp.
Wszyscy bez trudu wykonali polecenie.
- Bardzo dobrze. Teraz proszę polecieć na boisko do
Quiditcha.
Trening przebiegał bardzo dobrze. Hermiona i Ginny
postanowiły przyjść na kwalifikacje do drużyny. Szatynka teraz grała na pozycji
szukającej. Świetnie współpracowała z rudą i Pansy. W tym momencie leciała do
pętli z kaflem. Nie zauważyła lecącego w jej kierunku tłuczka. Piłka trafiła ją
w głowę. Hermiona spadła z miotły z dużej wysokości i uderzyła w ziemię…
Hej.
Witam ponownie. Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Tablet mi się zepsuł i nie mogłam pisać. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba. Starałam się poprawiać błędy o których mi pisaliście. Proszę o pozostawienie po sobie komentarza. Następny rozdział pojawi się za około tydzień lub wcześniej.
Pozdrawiam ~ADramionka